Wysłany: Wto Lip 11, 2006 10:27 am |
|
|
| caroll* |
| Gość Specjalny - VIP |
 |
 |
| Dołączył: 20 Kwi 2006 |
| Posty: 1085 |
| Skąd: kraków |
|
|
 |
 |
 |
|
czerwiec
czerwiec otwiera wiele bram, jedną z nich był On. Już zawsze będzie mi bramą, przez którą przechodzi świat. Zatrzymany nagle czas, uwięziony w dłoni jak orzech.
Nic nie jest przesądzone-myślałam, idąc nierównym krokiem po chodnikowych płytach.
Cholera, może się uda. Udało!
-czemu tak na mnie patrzysz?
-jak?
-no przecież wiesz, musiałaś to widzie. Wiedzieć, że ja!
-nie teraz, nie teraz, przecież to słychać
I było później. I jest teraz. Jest, bo widocznie być miało. Nie pytam jak długo, czy może jutro zamknie się brama, wiatr wywieje wspomnienia z parku Jordana, z ul. Tomasza, z Kopernika, z Jagiellońskiej. Dał nam ktoś klucze do pokoju, zasłał łóżko miłością, na parapecie nawet postawił dzbanek soku. Tylko kartki nie zostawił, kiedy trzeba będzie odejść. Spakować smak skóry, pieszczotę dłoni. Zostawić, tak jak się zostawia dziecko na progu sierocińca. Nie, nie zapomnieć, nigdy!
ze wszystkich definicji
wierszy
i ustaw
tylko ciebie umiem na pamięć
( Henryk Cyganik )
lipiec
W mieszkaniu na parterze dwa koty, chłodzą ogony w cieniu. Wody Panie, wody Twojemu ludowi. Wchodzę ostatkiem sił, za progiem zostawiając zieleń parku, gwar uliczny, duchotę tramwaju. Można narodzić się na nowo dotykając gołą stopą kafelków. Ech, kto nie zaznał
ulicznej suszy, nie wie, co to ukojenie, co to cień. Tylko czekać straży miejskiej, która przyjdzie po przyklejony do butów asfalt. Pani zdaje się skradła temu miastu kawałek skóry, ano bywa panie władzo. Uśmiecham się w duchu. Fantazja zmieszana z kostkami lodu.
Taki upał!
O osiemnastej przyjdzie głos zza ściany. Głos jest ładną, filigranową blondynką, której
oczy prześwietlają wieczorami szklany monitor. Te oczy mogłyby spijać jakiś smutek,
drążyć tunele czaszki. A sycą się neonowym kolorytem jakiegoś Ryśka, Marysi itd.
-Cześć! Jesteś ?
-No, cześć. Tak wyszło
-Wychodzisz gdzieś dzisiaj?
-Nie, raczej nie. Dziś nie mam spotkania, przełożone na później, na jutro, na nigdy.
-Aha. Szkoda!
Fajnie jest nabyć razem z mieszkaniem głos za ścianą. Tak, jak otworzyć książkę i nagle odnaleźć, śliczną, robioną ręcznie zakładkę.
Sierpień
Sierpień mnie uprowadza za Kraków, sierpień jest innym rozdziałem, innej książki.
W sierpniu nie ma miasta, nie ma mnie, nie ma opowieści.
Tylko w poczekalni sączą się dźwięki . Posłuchaj!.
Jestem taki zmęczony, nie spałem nawet przez chwilę,
Jestem taki zmęczony, mój umysł nawalił.
Zastanawiam się, czy powinienem wstać i przyrządzić sobie drinka,
Nie, nie, nie.
Jestem tak zmęczony, że nie wiem, co mam robić,
Jestem taki zmęczony, moje myśli są skierowane ku tobie,
Zastanawiam się, czy powinienem do ciebie zadzwonić,
Ale wiem, co byś zrobiła…
( Lennon/McCartney; Jestem tak zmęczony)
wrzesień
Wspomnienia Waterloo. Znów zbieram siły. Będzie dobrze mówi i gładzi moje włosy.
Wierzę temu dotykowi, jak wierzyć tylko można dłoniom zamykającym horyzont. Świat znika pod powieką. Cichnie
Arterie miasta wypełniają się znów ciałami znanych mi osób, nieznanych zresztą też. Czasem ci drudzy mają więcej do powiedzenia. Bywa.
Kiwam głową do pani Krysi, która jak krążownik mija okno mojego mieszkania. Za chwilę podbiegnie do Pana K, aby przekazać mu najświeższe pieczywo nowin.
Chyba powinnam już wyjść. Mijam stojącą dumnie parę. Dzień dobry!.
Odpowiadają w sobie i mnie znany sposób, łypiąc oczami na boki. Makbet, osiedlowa scena z Makbeta. Biegnę do autobusu. Autobusy krakowskie są niebieskie. Dziwi dobór koloru dla tych opasłych gąsienic, zżerających dziennie tysiące pasażerów. Trochę trzęsie.
Na Anny jak zawsze rozdęta jak ropucha pani z Sekretariatu tłumaczy coś o terminach, podaniach.
-Dobrze, oczywiście , tak zrobię!.
A w myślach sceny z powieści Kinga, jakieś kamienie staczające się po zboczu.
Wychodzę na ulicę, mijam ludzi jak pachołki. Pójdę na Bracką. Zawsze mogę napić się dobrej kawy, kupić nową powieść. Zawsze mogę…
październik
mój październik, rozrzucony liśćmi po parkach, jeszcze ciepły dotykiem słońca. Jesień, kołysanka przed zimą. To już czwarta w tym mieście.
Ludzie przytuleni do murów przed wiatrem, pochowani wieczorami w pubach, kawiarniach, życie jeszcze wyziera z piwniczek. Biegnę przez Rynek.
Zadzwonić do P, napisać do A. Będzie M i W. W gruncie rzeczy tego nie lubię.
Trzeba będzie się uśmiechać, dziękować, nawet powiedzieć, że fajnie, że się podoba czy coś!! W dzieciństwie uwielbiałam przyjęcia, tort z czekolady, babcię zasysającą oba policzki- taka duża dziewczynka!.
- cześć, który stolik jest nasz?
-ten tam przy rogu, mamy rezerwację
- przyjdzie ktoś jeszcze?.
- moja koleżanka i jej chłopak
- wszystkiego najlepszego
-uhm, dzięki
To dla ciebie. Dla mnie?. Tak. M mi mówiła, że masz urodziny. W myślach wertuję, kiedy się z nim widziała, i jak się zemścić na przyszłość. Ale ja, nie wiem, co powiedzieć…Dziękuję, to bardzo miłe. Mówię, ukrywając zmieszanie na widok róż i albumu z malarstwem. Powracają wspomnienia z dzieciństwa- taka mała dziewczynka.
listopad
Wszystko się normuje. Wpadam w znany mi rytm. Zajęcia, dom, nauka, zajęcia.
Nie, nie będzie pikantnych szczegółów z uczelni, ani rzucania obojczykiem o ścianę (a bywało w hist., bywało). Ul. Kopernika staje się moim domem, moim tak jak wielu przede mną. Tu bije serce krakowskiej medycyny. Ulica cierpienia, bólu, ukojenia, radości i śmierci.
W każdym z budynków jakieś znajome twarze, mniej lub bardziej lubiane osoby.
No i ja, w tym swoim białym łachu, w sieci korytarzy. Czemu taka właśnie droga? Czy chciałam? Tak, bo innej nie znam. Innej dla siebie. Czułam, że ta będzie najwłaściwszą i w innej już nie będę sobą. I nawet teraz, kiedy łapie mnie życiowy skurcz, wiem, że to właściwy wybór!
-słabo, słabo! Nie przykładacie się.
-jak kurwa nie, całą noc przesiedziałam, pół życia już tak siedzę nad notatkami, książkami, skryptami. I nagle nie tak, nie siak, w ogóle do dupy!
-musicie być bardziej skrupulatni, więcej się uczyć, pracować nad sobą. Takiego dokonaliście wyboru, trudno!
-pocałuj się w…
Koniec zajęć, to nie mój dzień. Rozdrażniona chodzę dookoła siebie. Wczoraj dzwoniłam do domu, znów jakieś problemy. Nawet gdybym chciała uciec na chwilę od wszystkiego, nie dam rady. No to idę na obiad, po obiedzie pomyślę, co dalej zrobić.
Pomyślałam, a teraz tonę w stercie książek. Mój mózg jest jak uciśniony więzień, zdolny za wszelką cenę przepiłować czaszkę w drodze do wolności. Pierwsza kawa, druga, no może trzecie. Pije ją litrami, co zawsze daje podobny do niestrawności efekt.
Neurony rozpędzają się jak lokomotywa, na zegarze druga w nocy, dobijam do brzegu…
grudzień
Dopada mnie zapach prażonych migdałów, gdy mijam budki na Rynku. Mróz ścina skórę na policzkach. Nie lubię zimy. Krew jak kra przeciska się przez żyły, brry, taki ziąb!
Nie lubię świąt zasypanych reklamami, plastikiem, feerią barw na wyprzedażach, sezonową dobrocią. Duchy przeszłości chodzą po moich śladach, nieobecnych coraz więcej, obecnych coraz mniej.
Więc naprawdę zziębnięta i zagubiona dusza
Ma wędrować bez końca po tym lodowatym polu
Sama, i bosa, niezdolna nawet złożyć
Słów dawnej dziecinnej modlitwy,
Bez końca za swój chłód karana tym chłodem?
(Philippe Jaccottet)
A w domu choinka, światełka nad okapem kuchennym, babcia piecze cynamonowe ciasteczka. Pachnie wanilią. Wdycham ten zapach i uciekam myślami do chwil, kiedy to wszystko było łatwiejsze. Wystarczył lukrowany król z bożonarodzeniowego drzewka, albo Pasterka by były Święta.
A teraz z podparta brodą, przy zasłanym białym obrusem stole, zastanawiam się, kiedy skończy się ta pieprzona farsa.
Co za ulga!
Wszystko wraca na dawne tory. Ja, sprawy, miasto.
Wtedy i ja zaczynam wierzyć, że na dworze ciepło,
Że jestem tu u siebie, że dzień będzie przychylny
(Philippe Jaccottet ; Wnętrze) |
|
_________________ 'i nie pomoże walc z oniegina
rozdzierający mistrza i małgorztę
na dwa miasta '
(Plezantrop; Karman) |
|
|
|
 | |  |
Wysłany: Sro Lip 12, 2006 11:18 am |
|
|
|
jako że i mój świat codzienny Kraków, zawsze wzruszam się jak nastoletnia siksa, kiedy o Krakówku czytam. A czyta się twoje pisanie świetnie. Czyta się tak, jakby się tam było.
Dzięki za ten tekst. Będę do niego wracać ile razy mi się wakacyjnie za Kra-kaniem zamarzy. |
|
|
|
|
 | |  |
Wysłany: Wto Sie 01, 2006 8:58 pm |
|
|
|
Apress pisze, że "Czyta się tak, jakby się tam było."
A mnie jest jednak mało Krakowa w tym opowiadaniu krakowskim - darrenowym i carollowym.
Mało.
Bo i mało znam Kraków, byłam zaledwie parę razy.
Nie czuję w waszych opowiadaniach Krakowa, nie widzę, nie mogę poczuć, nie jestem tam, bo mnie tam nie zabraliście. Bardziej zaprosiliście do siebie, do własnego wnętrza niż do wnętrza tego miasta.
Zarówno darren, jak i ty, caroll, więcej piszecie o swoich myślach, drobnych zmartwieniach, przemyśleniach, o których wiadomo, że są "krakowskie", ale nie widac w tym miasta, jego klimatu. I musze wam wierzyc na slowo, ze to myśli "krakowskie".
Tylko, że to nie zarzut właściwie.
Bo to wasze teksty, mówicie w nich tyle ile chcecie.
I myslę, ze nieźle ci poszlo z tym tekstem Caroll.
Pozdrawiam |
|
|
|
|
Wysłany: Pon Lip 16, 2007 10:35 pm |
|
|
|
jestem tu pierwszy raz.nie wiem czy mam prawo i czy powinienem(jesli nie,proszę głośno krzyknąć)wybudzać ze snu zimowego ten 'temat',ale uważem że warto.dlaczego?
bo to pezja.opowiadanie.pamiętnik(?).bo to trzeba przeczytać
gdy więc czytam:
"Ech, kto nie zaznał
ulicznej suszy, nie wie, co to ukojenie, co to cień. Tylko czekać straży miejskiej, która przyjdzie po przyklejony do butów asfalt. Pani zdaje się skradła temu miastu kawałek skóry, ano bywa panie władzo".
myślę:" rewelacja! toż to prawdziwe słowa.pachną jak jabłka w kompocie i mają kolor dojrzałej wiosny.chcę ich dotknąć i posmakować...prawdziwy jest też ten asfalt-parzy.nie chcę go smakować"
Kraków malowany przez Ciebie jest ,w/g mnie, w tej ramie tłem. malujac, zostawiasz na płótnie powierzchnie nienaruszone i pozwalasz dokończyć czytelnikowi. wręczasz mu pędzel. może on rozciagnąć sznur na pranie na jednej z uliczek i powiesić na niej pranie,może wzbudzić do życia gołębie,nakarmić je słońcem i pestkami dyni, może je spłoszyć biciem dzwonów lub rozjechać rowerem z trzema kołami i parasolką na kierownicy.nie może zamalować tła. dajesz prawo pierwszego planu.i za to Ci chwała.
krotko:fajnie napisany tekst.dojrzałe metafory.se go czytam wielokrotnie.
z pozdrowieniami  |
|
|
|
|
Wysłany: Czw Lip 19, 2007 8:24 am |
|
|
| Plezantrop |
| Dziad z Loży |
 |
 |
| Dołączył: 08 Kwi 2006 |
| Posty: 7381 |
| Skąd: Gdańsk |
|
|
 |
 |
 |
|
| hseb napisał nader mądrze. dobrze, że wrócił do tematu caroll*, bo napisała (jak to caroll*) wspaniale, a słowa, cytowane przez hseba, są niestejziemi. |
|
_________________
  |
|
|
|
Wysłany: Wto Lip 24, 2007 8:44 pm |
|
|
| caroll* |
| Gość Specjalny - VIP |
 |
 |
| Dołączył: 20 Kwi 2006 |
| Posty: 1085 |
| Skąd: kraków |
|
|
 |
 |
 |
|
kochani ale mi zrobiliście niespodziewajkę !!
hseb Kraków z pewnością w samym opowiadaniu nie jest głównym bohaterem , ale jest twórcą tego 'krótkiego fragmentu ze mnie'. Nie wiem czy to proza, czy poezja, czy może jakaś szczelina między... może
dziękuję za zaglądnięcie
całusy
caroll |
|
_________________ 'i nie pomoże walc z oniegina
rozdzierający mistrza i małgorztę
na dwa miasta '
(Plezantrop; Karman) |
|
|
|
Wysłany: Sro Sie 15, 2007 7:14 am |
|
|
| Plezantrop |
| Dziad z Loży |
 |
 |
| Dołączył: 08 Kwi 2006 |
| Posty: 7381 |
| Skąd: Gdańsk |
|
|
 |
 |
 |
|
Wróciłem, znowu sobie poczytałem i znowu się ucieszyłem dobrym textem.
całuski |
|
_________________
  |
|
|
|
Wysłany: Sro Wrz 05, 2007 9:29 pm |
|
|
|
a i ja se wróciłem poczytać.lubie tu wracać.lubię tu czytać
pozdrawiam |
|
|
|
|
Wysłany: Sro Paź 08, 2008 2:05 pm |
|
|
| Plezantrop |
| Dziad z Loży |
 |
 |
| Dołączył: 08 Kwi 2006 |
| Posty: 7381 |
| Skąd: Gdańsk |
|
|
 |
 |
 |
|
| Znowu jestem i mam nieodparte wrażenie, że Autorzy tej działki jakoś leżą w naci i śpią... Paskudy! |
|
_________________
  |
|
|
|
Wysłany: Nie Lis 02, 2008 6:16 pm |
|
|
| caroll* |
| Gość Specjalny - VIP |
 |
 |
| Dołączył: 20 Kwi 2006 |
| Posty: 1085 |
| Skąd: kraków |
|
|
 |
 |
 |
|
o przepraszam, aż taka pijana co by leżeć w naci ostatnio nie bywam, a także nać już wykopana i uwiędnięta he he
caroll |
|
_________________ 'i nie pomoże walc z oniegina
rozdzierający mistrza i małgorztę
na dwa miasta '
(Plezantrop; Karman) |
|
|
|
Wysłany: Nie Lis 02, 2008 6:27 pm |
|
|
| Plezantrop |
| Dziad z Loży |
 |
 |
| Dołączył: 08 Kwi 2006 |
| Posty: 7381 |
| Skąd: Gdańsk |
|
|
 |
 |
 |
|
No, tak, Słodka caroll*, ale dlaczego nie pogonisz tegotam, Mociumhorrnika?
Działka oczień interesnaja, zapas miejsca na rok z omastą a tematów nowych...
 |
|
_________________
  |
|
|
|
Wysłany: Nie Lis 02, 2008 6:38 pm |
|
|
| caroll* |
| Gość Specjalny - VIP |
 |
 |
| Dołączył: 20 Kwi 2006 |
| Posty: 1085 |
| Skąd: kraków |
|
|
 |
 |
 |
|
bo biedak czasu nie ma , nawet na spotkanie, pisze jakoweś mądre prace chyba więc cichooo ja go na sumieniu mieć nie chcę , niechże napisze tamte to i do tego wozu się do zaprzęgnie
buziol
caroll |
|
_________________ 'i nie pomoże walc z oniegina
rozdzierający mistrza i małgorztę
na dwa miasta '
(Plezantrop; Karman) |
|
|
|
Wysłany: Nie Lis 02, 2008 6:46 pm |
|
|
| Plezantrop |
| Dziad z Loży |
 |
 |
| Dołączył: 08 Kwi 2006 |
| Posty: 7381 |
| Skąd: Gdańsk |
|
|
 |
 |
 |
|
A to jak Mociumhornika napotkasz, postaw mu grzańca w kófelku i utul jego skołataną łepetyne mówiąc na pociechę, że jakbyco, to zawsze ma robotę pracę na Wieży Mariackiej  |
|
_________________
  |
|
|
|
| Forum Strona Główna » OPOWIADANIE NA CZTERY DŁONIE |
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
|
|
|
|
|