" /> " /> :: Zobacz temat - PROZA POKLATKOWA. II MANIFEST PLEZANTROPA
Forum

login.php profile.php?mode=register faq.php memberlist.php search.php ./.


Forum Strona Główna » PROZA "POKLATKOWA" » PROZA POKLATKOWA. II MANIFEST PLEZANTROPA
Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat 
PROZA POKLATKOWA. II MANIFEST PLEZANTROPA
PostWysłany: Czw Lip 31, 2008 1:33 pm Odpowiedz z cytatem
Plezantrop
Dziad z Loży
Dołączył: 08 Kwi 2006
Posty: 7381
Skąd: Gdańsk




        WPROWADZENIE




Koncepcja Prozy "Poklatkowej" powstała ok. 1989 roku. Poza "obgadaniem" jej przy browarze z kolegami po piórze, miałem niewielkie możliwości techniczne poddać ją pod dyskusję szerszemu gronu Czytelników.

Niestety, pisma literackie, podobnie do wydawnictw po 1990 r. całkowicie
nastawiły się na generowanie zysków i niechętne są nowym koncepcjom pisania
literatury, w przeciwieństwie do stosowania nowych koncepcji zarobkowania.

Teorię Prozy "Poklatkowej" w Internecie przedstawiłem w r. 2005,

http://www.plezantropia.fora.pl/b-proza-poklatkowa-b,82/proza-poklatkowa,1691.html

jak widać, cieszy się sporym (jak na zagadnienie teoretyczne) zainteresowaniem.
Mam nadzieję, że przypomnienie jej tutaj nieco ożywi styl Piszących na Plezantropii.

____________________________________________________________________________







          PROZA POKLATKOWA


        II MANIFEST PLEZANTROPA



Credo

    Akt pisania nie jest dla mnie tylko i wyłącznie drogą do osiągnięcia jednoznacznego przekazu, jest próbą uchwycenia wszystkich, wielotorowych aspektów opisywanego. I oddania ich jak najwierniej, bez popadania w siermiężną ilustracyjność, która charakteryzuje prawie całą powojenną literaturę polską, za wyjątkiem twórczości Tadeusza Konwickiego, Teodora Parnickiego, Janusza Głowackiego i Marka Nowakowskiego.

    Kogo jeszcze wliczę do "wyróżnionych pozytywnie"? Kobietę o pseudonimie literackim Ella Hagar i dwie inne panie kreślące znaki pod mianami Orbitowanie Bez Cukru oraz Kurzyk Spod Szafy. Tak. Bez pomyłki, po "długim a twórczym namyśle".




Mianem Prozy "POKLATKOWEJ" nazwałem taki sposób zapisu form literackich, od króciutkiego opowiadania po opasłe powieści, jaki być może nie odkrywa nowych literackich kontynentów ale w literaturze polskiej właściwie nie występuje.

W swoim credo napisałem o siermiężnej ilustracyjności, która charakteryzuje prawie całą powojenną literaturę polską i zdanie to podtrzymuję. Co nazywam "siermiężną ilustracyjnością"? To styl, w jakim powojenni polscy pisarze (Doroty Masłowskiej nie wyłączając) zapisują swoje dzieła; styl z czasów Sienkiewicza, Prusa i Żeromskiego w Polsce a Zoli i Goncourtów we Francji, więc nazwijmy go zgodnie z definicjami encyklopedycznymi: naturalizmem (1) i/lub - realizmem (2).

O Dorocie Masłowskiej wspomniałem wyłącznie dlatego, że będąc przedstawicielką najmłodszego pokolenia pisarzy polskich, stanowi doskonałe potwierdzenie mojej opinii o siermiężnej ilustracyjności powojennej literatury polskiej. Pani Masłowska pisze tak, jakby w początkach pierwszego tysiąclecia święty Jan nie napisał Księgi Apokalipsy a James Joyce w 1922 roku „Ulissesa”, czyniąc z novum w postaci strumienia świadomości (3) genialne arcy-narzędzie literackiego warsztatu i wreszcie, jakby Z. Nałkowska, J. Kaden-Bandrowski, T. Breza, W. Mach, L. Buczkowski, K. Brandys, A. Kuśniewicz, J. Andrzejewski nigdy nie istnieli! Czy to wszystkie „zarzuty” przeciwko polskiej literaturze powojennej czyli - współczesnej? Tak. I nie ma się co nad nimi więcej rozwodzić.


Oczywiście - świadomy jestem powagi zarzutu, wszak od 1945 roku tyle się w literaturze polskiej „nadziało”, tyle wycięto lasów na papier, a ja się ośmielam jak obrazoburca ciskać kamieniami. I to w kogo? Indeks nazwisk rozpoczyna emigracyjna pisarka Ludwika Amber, krajowych pisarzy - Jarosław Abramow-Newerly a kończy Leszek Żuliński (4); w sumie kilkaset nazwisk znanych, podziwianych, nagradzanych, przekładanych i (co najważniejsze) czytanych przez miliony wielbicieli w kraju i zagranicą. A jeśli tak, to jakie mam prawo ja, facet, którego cały literacki „dorobek” składa się ledwie z dwu wydrukowanych tomików wierszy, paru opowiadań, garści felietonów w gazetach i jakichś tam „publikacji” w Internecie, w którym każdy grafoman publikuje co i kiedy zechce, napisać to co napisałem powyżej, dyskredytując uznane nazwiska i tych nazwisk dzieła? Szargam świętości - w imię czego? Przecież nie posiadam żadnego wykształcenia, które uprawniałoby mnie do stawiania takich zarzutów. Jakie prawa sobie roszczę?

Uważam, że dla twórcy pisanie jest tylko pretekstem do poszukiwania i tworzenia nowych środków wyrazu czyli kreowania języka literatury, ponieważ wszelkie inne powody skutkują zabawianiem znudzonej gawiedzi opowiadaniem dupereli. A uważam tak na podstawie analizy ponad 40 tysięcy książek, które przeczytałem i które zaliczam do klasyki literatury światowej. Listę arcydzieł rozpoczynam babilońskim "Eposem o Gilgameszu" ( ok. 3000 lat. p.n.e.) a kończę powieścią Imię Róży Umberto Eco (1980).

Może ktoś zapytać, co ma ilość przeczytanych książek do jakości literatury polskiej? Pytanie zasadne, więc zasadnie odpowiem: w tym przypadku ilość przeczytanych książek pozwoliła mi zaobserwować budowanie jakości stylu czyli - ewolucję wszelkich form literackich, ewolucję słowa i stosowanego przez pisarzy języka od Sumerów poczynając; przeczytajmy fragment "Eposu o Gilgameszu" :


„W siódmym roku rzekł Enlil:

Ludzkość się nie zmniejsza, jest liczniejsza niż dotąd! Już spać nie można! Niech przyjdzie rankiem okrutna ulewa i niechaj przez całą noc nie ustaje, niech deszcz gór sięgnie, ich szczyty zatopi, niech jakoby złodziej pola ograbi!
Tak też powiedziawszy, z krzykiem powstali bogowie na radzie, nic się nie zlękli, serce ich pragnęło potop uczynić. Byli na tej radzie ojciec ich Anu, mężny Enlil, ich doradca, pełnomocny u tronu Ninurta i Ennugi, wodnych robót nadzorca. Ea z jasnym okiem, sprawiedliwy, słodkich wód władca, z nim razem przysiągł. Ale, iż łaskaw, do trzcinowej chatki rzecze w te słowa:

[...]

Poświęćmy chwilkę tekstowi dalece późniejszemu - ok. 777-717 p.n.e. znanemu jako Księga Micheasza, nierozerwalnej części Starego Testamentu:


SĄD NAD IZRAELEM

Wyrok Boży na Samarię 1

2 Słuchajcie, wszystkie narody,
wsłuchuj się, ziemio, i to, co ją napełnia!
Niech <Pan> Bóg przeciw wam będzie świadkiem,
Pan z pałacu swego świętego!
3 Bo oto Pan wychodzi ze swego przybytku,
zstąpi i deptać będzie po wyniosłościach ziemi.
4 Stopnieją pod Nim góry,
rozdzielą się doliny
jak wosk przed ogniem,
jak wody rozlane po stoku.
5 Wszystko to z powodu występku Jakuba
i grzechów domu Judy2.
Jaki występek Jakuba?
Czy nie Samaria?
Co za grzech2 domu Judy?
Czy nie Jeruzalem?»


A teraz, zdecydowanie nam bliższe czasy, „zaledwie” rok 442 p.n.e.- oto Sofoklesowa Antygona (6):

Prólogos


Antygona

O ukochana siostro ma, Ismeno!
Czy ty nie widzisz, że z klęsk Edypowych
Żadnej za życia los nam nie oszczędza?
Bo nie ma cierpień i nie ma ohydy,
Nie ma niesławy i hańby, które by
Nas spośród nieszczęść pasma nie dotknęły.
Cóż bo za rozkaz znów obwieścił miastu
Ten, który teraz władzę w ręku dzierży?
Czyś zasłyszała? Czy uszło twej wiedzy,

Ismena

O Antygono; żadna wieść nie doszła
Do mnie, ni słodka, ni goryczy pełna,
Od dnia, gdy braci straciliśmy obu,
W bratnim zabitych razem pojedynku.
Odkąd tej nocy odeszły Argiwów
Hufce, niczego więcej nie zaznałam
Ni ku pociesze, ni ku większej trosce.

[---]


Cytować można w nieskończoność, więc na tych 3 cytatach kończę. Czego chciałem nimi dowieść? Ewolucji. Nie - rewolucji - tylko światowej, historycznej ewolucji języków literackich czyli stylu, która nieszczęśliwie ominęła Polskę.


Zobowiązany jestem wszakże uzasadnić swoją kontrowersyjną z pewnością opinię o polskich pisarzach od 1945 roku, do dziś faszerujących nas w swoich utworach językiem Prusa i Żeromskiego; nietwórczym, nic nowego nie wnoszącym do światowego dziedzictwa literatury, skostniałym i po prostu - do dupy, ponieważ powody ich pisarstwa skutkują zabawianiem znudzonej gawiedzi opowiadaniem dupereli czyli „fajnych” historii, a uznani polscy pisarze pisali i cały czas piszą historie „fajne’. I nie ma większego a właściwie żadnego znaczenia, że te „fajne” historie, to od 60 lat bicie tej samej piany z tych samych jaj a więc z jajeczek nie tylko „częściowo” nieświeżych, ale po prostu zbuków.

Oczywiście! Polscy fani Whartona zaprotestują gorąco. Dlaczego Whartona, skoro o polskiej literaturze mowa? Ano dlatego, że nie spodziewam się po wielbicielach autora jeszcze bardziej „fajnych” historyjek, pisanych na kilogramy, innej reakcji. Pan William Wharton nie pisze swoich powieści li tylko z powodu wewnętrznej potrzeby opowiedzenia czegoś-tam, podzielenia się z nami jakimiś przeżyciami czy przemyśleniami. Ten stary, szczwany lis doskonale wie, za co się płaci autorowi - za arkusz wydawniczy i równie doskonale potrafi tę zapłatę wyegzekwować od wydawcy a ten - od naiwnego polskiego Czytelnika. Od polskiego Czytelnika, ponieważ tak się dziwnie porobiło, że wydawcy Whartona zamiast wypuścić nowe Whartonowskie dzieło u siebie, w USA, w nakładzie, powiedzmy 10 tysięcy egzemplarzy, jako Pocketbook dla podróżujących liniami Greyhound, puszczają go w Polsce na doskonałym papierze i sztywnawych okładkach, w nakładach bliskich 100 tysiącom lub większych i dopiero po sukcesie u nas, powołując się na ten sukces - drukują u siebie.

Skąd mój zarzut, że czcigodny autor książki „Tato” (1981) pisze na wagę, aby wyłudzić jak najwyższe honorarium? Ano, polecam właśnie ww. „Tatę”, jako dowód mojego oskarżenia, bowiem tam właśnie Wharton opisuje jak zasranego, tytułowego Tatę obsługuje jego syn a opis rozciąga się na tylu stronach, ile Aleksander hrabia Tołstoj zużył na opis bitwy pod Borodino czy innym Waterloo. Wharton zasranego dziadunia nie mógł po prostu zanieść do łazienki, wsadzić pod wodę, umyć, wykręcić do sucha i zanieść w czystej piżamce do wyrka, nie. Wharton jak koprofag rozkoszuje się odorem na wielu stronach i właśnie za to zgarnia szmal - za ilość zapisanych stron. Wystarczy uważnie czytać, żeby zrozumieć jedno - wprawdzie Wharton ma niewiele do powiedzenia, ale ma za to bardzo dużo do zarobienia. Mądry pan!

Ad rem - nie oczekuję frenetycznych braw za powyższe, tylko zastanowienia nad tym, co napisałem i nad przykładami, które podałem. Guzik mnie obchodzi reakcja „zawodowych” krytyków, bowiem „w temacie” śmierci polskiej literatury współczesnej wskutek uwiądu starczego mam rację i basta! Z faktami polemizuje imbecyl.

Pokażcie mi rzutkich, młodych pisarzy poszukujących nowych dróg, przecierających ścieżki, zmagających się i eksperymentujących świadomie z materią słowa? Nie pokażecie! Współcześnie nam żyjący, bez względu na wiek są jak stare, zapyziałe dziady, pieprzący w kółko to samo i tak samo, dla tych samych. Dla kogo? Dla pół-analfabetycznej gawiedzi wiecznie spragnionej rozrywki; dzieci internetowych bryków, tabloidów i dyskotek, czcicieli Danielle Steel i Harlequinów. Nieprawdziwym z wymowy i zachowań postaci z „Plebanii” i filmów takich, jak „Psy” czy „Jańcio Wodnik” Jana Jakuba Kolskiego, tego tak bezczelnego plagiatu „Stu Lat Samotności” G. G. Marqueza, że zdumiewać może brak reakcji światowego i polskiego Penklubu.

Czego ja chcę? Czego ja się czepiam, jak upierdliwa sobaka targająca nogawki uznanych nazwisk? Chcę skłonić Czytelnika do refleksji nad tym, czy to co tkwi na księgarskich półkach dziś, różni się czymkolwiek od tego, co stawiano na tych półkach w połowie ubiegłego stulecia albo na jego początku? Zaoponuje Ktoś: a może ludzie chcą właśnie takiej, nie innej literatury? Może pragną zachować choć takie resztki po starej, dawnej, dobrej Polsce, która wykorkowała z chwilą wejścia do Unii Europejskiej? Może. Z tym, że ja nie do tzw. „masowego czytelnika” zwanego powyżej „ludziem” adresuję swoje słowa, tylko do piszących, do tych wszystkich, którzy uważają siebie za pisarzy bez względu na to czy byli lub są drukowani, czy nie.

Psiamać, pisarz ma obowiązek najpierw posiadać motyw pisania, ideę, obraz, przeżycie a dopiero później analizować, czy to się gawiedzi spodoba i na czym zarobi kasę. Obawiam się jednak, że w Polsce jest dokładnie odwrotnie! W ostatnich 17 latach wchodzenie gawiedzi w dupę dla pieniędzy stało się masowym zajęciem twórców sztuk wszelakich, sztuk mięs nie wyłączając.

Czyli, że niby co, mam jakiś pomysł? A juści, mam.


PROZA "POKLATKOWA"

W swoim manifeście pt. „Poezja Totalna” napisałem m.in.:

Oparta na częściowo kontrolowanym strumieniu świadomości koncepcja, przyznająca natchnieniu rolę wyłącznie twórczego detonatora, całkowicie podporządkowana rygorystycznym zasadom --> scenariusza wiersza.

Poezja Totalna zakłada, iż najważniejszym elementem w procesie powstawania poezji jest przemyślany scenariusz wiersza, dokładnie taki, jaki się pisze dla potrzeb filmu lub sztuki scenicznej.[---]

Poezja Totalna nie pozostawia miejsca na natchnioną dowolność kreowania wiersza; wymaga, aby poeta dokonywał najwierniejszej z możliwych translacji wyrazów na obrazy, które zobaczy czytelnik tak, jak autor chciałby je czytelnikowi "wyświetlić"; w tym celu musi im nadać funkcję wręcz pikto- czy ideogramów, aby każdy z osobna, a w konsekwencji - wszystkie razem, przybrały postać stereofonicznego, kolorowego, panoramicznego i trójwymiarowego filmu-wiersza, będącego prawie doskonałą repliką wizji poety.

[---]Literatura, a szczególnie poezja, to dla mnie obrazy, słowa widziane; obrazy, ale też: dźwięki, zapachy, smaki, kolory i wrażenia, jakie odczuwamy zmysłem dotyku; to chiaroscuro ego sum, którego nie sposób oddać za pomocą "klasycznych" form. Brakuje mi takich narzędzi werbalnych, które zawierają wszystko[---]
i dalej

[---]Poezja Ezoteryczna czyli Poezja, żaglowiec, Proust i cała reszta.
Pisać należy od środka siebie, wynurzając słowa, obrazy, kształty i zapachy z przeżyć (niekoniecznie własnych), jak z Praoceanu. Akt tworzenia, jak każdy zamierzony akt kreacji czegokolwiek, nosi w sobie świadome działanie, podparte wszelkimi dostępnymi intelektowi narzędziami w postaci (np.) wspomnień zapachu szuwarów, lotu łabędzia, krzyku trwogi, smaku brzoskwini; dotykanego posągu, szelestu śniegu w mroźny dzień. Reszta – powinna być solidnym warsztatem i niezmierzonym elementem ezoteryki.

Ezoteryczność (w przeciwieństwie do egzoteryczności) ma w akcie tworzenia wiersza olbrzymie znaczenie i absolutnie nie chodzi tutaj o dosłowną, encyklopedyczną definicję słowa, oznaczającego wiedzę tajemną, ile o elementy owych tajemnic, kryjące się w umyśle i osobowości autora w postaci wspomnień, pragnień utajonych, upodobań, specyficznego odbioru świata.[---]

Ale najistotniejsze słowa, które znakomicie prezentują sedno moich zapatrywań na to, jak się powinno pisać teraz, dzisiaj, żeby nie pisać tak, jak się pisało sto i więcej lat temu brzmią następująco:

[---]Kiedy żaglowiec wypływa w morze, skrzypiąc olinowaniem i omasztowaniem, a zapach soli dochodzi do nozdrzy i umysłu obserwatora na brzegu, widzi on także (i czuje) jod, piasek, fale, wodorosty, bursztyn, innych obserwatorów, mewy kołujące na niebie; rzecz zdaje się oczywista. Czy na pewno? Dlaczego zatem ta oczywistość; łączy się w niewytłumaczalny sposób z innymi, absolutnie niezwiązanymi z oglądanym obrazem elementami wspomnień obserwatora, na przykład – z kobietą z parasolką, upadającym drzewem, orzechem włoskim w dłoni dziecka, kotem na dachu w Wenecji, śpiącą, starą kobietą?

Marcel Proust w Poszukiwaniach straconego czasu posługuje się rekwizytami w postaci ciasteczka-magdalenki i filiżanki kawy, żeby rozpocząć wielostronicową (i wielotomową) podróż po czasie (i świecie) utraconym, by go odnaleźć. Ciasteczko i kawa, smak i zapach. I człowiek, odnajdujący w swoim wnętrzu niezmierzone pokłady takich, nader - ezoterycznych elementów, jakich sam nie spodziewał się odnaleźć w sobie. Czym jest, jak nie elementem ezoteryki twórczej słynne deja vue? Jest deja vue właśnie, opartym i – wynikającym - z ezoteryczności wnętrza autora. Z ezoteryki samej sztuki. Każdej sztuki, każdego świadomego aktu kreacji. I nie inaczej.[---]

http://plezantropia.power-forums.com/poezja-totalna-manifest-plezantropa-t3236.html

Cóż, wystarczy słówka „poezja” i „wiersz” zastąpić jednym słowem - „proza” i oto mamy sposób, którym współcześnie piszący powinni się posługiwać. Oczywiście, nie dotyczy to tych autorów, którzy parają się analizą swojego talentu nie tyle literacką, ile ekonomiczną i poszukują tematów dla ściśle określonej target-group swoich tworów, orbitujących wokół niezapomnianych dzieł Bernardo Joaquima da Silva Guimarãesa.




Plezantrop




Przypisy, bibliografia:


1) Naturalizm

http://pl.wikipedia.org/wiki/Naturalizm_%28literatura%29

2) Realizm:

http://pl.wikipedia.org/wiki/Realizm#Realizm_w_literaturze


3) STRUMIEŃ ŚWIADOMOŚCI

http://portalwiedzy.onet.pl/93312,,,,strumien_swiadomosci,haslo.html


http://pl.portalwiedzy.onet.pl/z,51725,szukaj.html


http://pl.wikipedia.org/wiki/Ulisses_%28powie%C5%9B%C4%87%29


http://pl.wikipedia.org/wiki/Strumie%C5%84_%C5%9Bwiadomo%C5%9Bci


http://encyklopedia.interia.pl/haslo?hid=105227 )



4) Literatura polska - literatura współczesna
Za:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Literatura_polska_-_literatura_wsp%C3%B3%C5%82czesna#Literatura_krajowa

5) Epos o Gilgameszu;

Za: "Starożytność. Teksty źródłowe. Tematy lekcji i zagadnienia do historii w szkole średniej" Grzegorz Chomicki i Sławomir Sprawski.

6) Antygona;

Za:
http://pl.wikisource.org/wiki/Antygona/Pr%C3%B3logos


.


Ostatnio zmieniony przez Plezantrop dnia Pią Paź 31, 2008 11:21 am, w całości zmieniany 22 razy

_________________
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
C.d.
PostWysłany: Pią Sie 01, 2008 9:33 am Odpowiedz z cytatem
Plezantrop
Dziad z Loży
Dołączył: 08 Kwi 2006
Posty: 7381
Skąd: Gdańsk




c.d.


Czy powyższe konotacje i zastrzeżenia są deklaracją negacji i potępienia przeze mnie wartości wszystkiego, co w polskiej, powojennej literaturze zostało napisane? Ależ skąd! Ja nie tylko nie kwestionuję wielkich osiągnięć wielu wspaniałych twórców, ale wielokrotnie wracam do niektórych powieści i opowiadań uważając je za wspaniale napisane i godne wszelkich otrzymanych nagród i wyróżnień.

Rozkoszuję się "Doliną Issy" Miłosza i "Sławą i Chwałą" Iwaszkiewicza; zachwyca mnie "A jak Królem a jak Katem Będziesz" Tadeusza Nowaka czy "Konopielka" Edwarda Redlińskiego. A inni pisarze? Oczywiście, inni też w tym - wspomniana Dorota Masłowska. Nie sposób przecież wymienić tu każdego z osobna i wszystkich na raz!

Natomiast twórczość Marka Nowakowskiego jak choćby jego powieść "Trampolina"; czy zbiory opowiadań - "Silna gorączka; Zapis; Gonitwa; Mizerykordia; Układ Zamknięty" lub "Antygona w Nowym Jorku" Janusza Głowackiego to całkiem inne szarawary; uważam ich utwory za arcydzieła stylistycznie i literacko genialne, zasługujące na wyodrębnienie ze stuletniej stylistycznie magmy.



Nie deprecjonuję zatem wartości polskiej literatury współczesnej, tylko zasmucony jestem jej stylistyczną sztampą. Sztampą i swoistym epigonizmem "wszystkich ode wszystkich", bo przypominają mi stado wesołych psiaków w rozbawieniu kręcących się za własnymi ogonami i w ogóle niedostrzegających, że w tym czasie "psiaki" na innych podwórkach nauczyły się nowych, bardziej dorosłych zachowań.


Na stronach mojego „Dziennika Znalezionego Pod Murem” zapisałem taki oto dialog:

[---]

”DIDASKALIA

Piszący powieści lub scenariusze filmowe bardzo rzadko pamiętają o tak prozaicznych elementach rzeczywistości jak śpiewający ptak, dymiący komin, pieprzące się w łopianach koty (Felis silvestris catus), kobieta człowiecza (Homo sapiens sapiens), w odróżnieniu od mężczyzny (Homo sapiens), idąca o świtaniu polną drogą i wyśpiewująca nabożne kantyczki.
- O czym lub komu wyśpiewuje kobieta?
- Nie ustalono rygorystycznie, ale rzecz jest do określenia. Znawcy przedmiotu twierdzą, że kantyczki wyśpiewuje Panu Incognito, bowiem nikt nie zna prawdziwego imienia Jego. Ale my wróćmy do naszych pismaków. Nader nieczęsto pamiętają żeby poinformować nas, prostych czytelników, jakie śmieci poniewierały się pod stopami ich bohaterów i czy ptak opisywany na stronie jedenastej leciał z północy na wschód czy odwrotnie. Nie, tego nie napiszą, mendy! Kierunek lotu ptaka nie ma dla nich żadnego znaczenia.
- A ma?
- Noż, kurwa! Ma! Jakby taki ptak, dajmy na to czyżyk albo sekretarz (Sagittarius serpentarium), a w najgorszym wypadku trzewikodziób (Balaeniceps rex) latały sobie gdzie bądź przypadkowo, a nie dokładnie tam, gdzie lecieć powinny według założonego z góry Boskiego planu, to co by to było? Świat stanąłby na głowie! A nasi pismacy gdzie idą? Idą dalej - nigdy nie zapomną podkreślić, że świt był „różany”, południe „rześkie”, zmierzch „wielobarwny”. A o kierunku lotu ptasiego - ni dudu. Ich kobiety mają zawsze „ciężkie, wiszące piersi”, a nie wielkie, tłuste cyce, których się powinny wstydzić i pozbyć przez autotomię, jak zwinka swego ogona. Nawet, jeśli już zdobędą się na odwagę żeby opisać genitalne walory samca zważ, Caro mio, że jest on zawsze „szczodrze obdarzony przez naturę”, jakby nie mogli napisać po prostu, że ma chuja jak dyszel.

Upierdliwi jak żarłoczni mnisi będą ci wciskać, że jakieś coś działo się w mieszkaniu dokładnie na trzecim piętrze, drugie drzwi po lewej, które były zielone i z klamką-gałką, jakby to miało jakiekolwiek znaczenie dla ewentualnego rozwoju raka macicy, sarkoidozy, samobójczych zamachów za pomocą zapałek siarkowych, salwarsanu, jodoformu czy opiewanego w romansach sublimatu, nabywanych czy zażywanych przez heroiny i herojów z ich powieści.”[---]


Jak opisać jedną minutę z życia bohatera powieści? Czy jest możliwe nie-statyczne opisanie tej jednej minuty tak, aby oddać wszystko tak dokładnie, tak prawdziwie i rzeczywiście, jak to się dzieje rzeczywiście w jednej minucie życia kogokolwiek? Spróbuj!

Podczas gdy bohater patrzy na korek pływający po stawie, rejestruje krzyk rybitwy, pluśnięcie okonia, kwak kaczki; zapach szuwarów i rozkładających się pancerzyków raków, jednocześnie przecież słyszy plusk wody o brzeg, widzi żagiel w oddali ale. Ale równie jednocześnie przez zwoje jego mózgu przebiegają miliony elektrycznych impulsów, układające się w setki i tysiące zbieżnych i zupełnie niezbieżnych obrazów, pozornie powiązanych i pozornie niepowiązanych z „tu i teraz” jednominutowego bohatera. Koń, klasztor, mnich, koń, orka, ziarno, łany, oracz, bruzda, naga kobieta w łanach zbóż, ta sama kobieta w pokoju na tapczanie, dzbanek z chryzantemami, katafalk, pogrzeb, marsze pogrzebowe, jesień, świeczki... W nieskończoność.

No, spróbuj opisać dokładnie tylko jedną jedyną minutę z życia bohatera swojej powieści. Albo ze swojego życia. Spróbuj! To przecież tylko jedna minuta.

C.d. na:


http://www.words.power-forums.com/proza-totalna-albo-kreatywna-t75.html#195


.

_________________
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
PROZA POKLATKOWA. II MANIFEST PLEZANTROPA
Forum Strona Główna » PROZA "POKLATKOWA"
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)  
Strona 1 z 1  

  
  
 Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu  

 


This is a free forum service provided by power-forums.com



Powered by phpBB © 2001-2004 phpBB Group
phpBB Style by Vjacheslav Trushkin